Monarchia Camelotu bardzo różniła się od innych. Królestwo za panowania Arthura Pendragona było zupełnie inne. Klasy społeczne choć był, to nie istniała już między nimi wielka różnica. Szlachta nadal miewała momenty wyższości i dawała poznać swe miejsce poddanym niższej klasy. Mocą Camelotu na pewno była więź społeczna. Mimo wyskoków szlachty państwo nadal było zjednoczone. Siła kryła się za oddaniem innemu człowiekowi. Gdy stawa była wysoka wojsko było wspomagane przez mężczyzn-robotników. Wojsko było zaprzyjaźnione ze sobą wzajemnie, a Okrągły Stół jeszcze bardziej ich jednoczył. Królowa Guenevere była najlepszym przykładem na starania o równość.
Równość miała objawiać się również w pracach i zawodach. Silne kobiety brały się powoli za kowalstwo, drobniejsi mężczyźni za rzemiosło tkackie. Istniał tylko jeden jedyny zawód, który nie pozwalał na definitywne zniszczenie jakichkolwiek barier- rycerstwo. Nawet za czasów tolerancyjnego króla Arthura rycerstwo było zajęciem tylko i wyłącznie dla mężczyzn.
Nadeszła jedna z najważniejszych wojen Camelotu. Musieli walczyć o wolność z wiedźmą pragnącej zemsty- Morganą. Tam nie liczyło się już, czy jest się kobietą, czy nie. Najważniejsze było to, aby obronić królestwo.
Camelot wygrał, sam król jednak poległ. Losy królestwa spadły na barkach królowej. "W największej potrzebie Albionu Arthur powstanie ponownie..." Tych słów Destiny nie zapomni do końca swoich dni. Nigdy też nie zapomni, jak po długotrwałej walce ze sprzymierzeńcami Morgany udała się nad jezioro Avalon napotykając tam Merlina i króla Arthura- martwego. Słowa Wielkiego Smoka na zawsze pozostaną w jej pamięci.
Gdy królowa wraz z mieszkańcami otrząsnęła się po stracie Arthura, Destiny zgłosiła się do niej z nietypową sprawą. Chciała, aby kobiety mogły zasilić szeregi straży i wojska Camelotu. Z początku królowa była przeciwna, jednak z biegiem czasu przemyślała wszystko dokładnie.
~*~*~*~*~
Mam nadzieję, że prolog wam się spodobał. Mam nadzieję na komentarze, bo one straszliwie motywują. Jeszcze raz serdecznie dziękuję Ginny.Lunie za jej łaskawość. Twoje szkice opowiadania są wspaniałe. Tylko obrać to w słowa i już. Ciekawe, czy wiedziała o klątwie Samanthy...
No pięknie. Od maja nie miałaś czasu na rozpiskę. To ja ci tu podaję szkice opowiadania, jakie mogłoby przynieść mi sławę, a ty po ponad dwóch miesiącach po to sięgasz? Nie ładnie. Prolog za to piękny. Trochę dziwnie mi się będzie czytać, bo znam już tę historię, ale ułożona w twoje słowa będzie fenomenalna. Weny życzę :*
OdpowiedzUsuń